Rozpoczęty w drugiej dekadzie XXI wieku rozwój wrocławskiej gastronomii nie miałby
miejsca, gdyby nie silnie działający ruch streetfoodowy, idealnie znajdujący się w mieście, w
którym żyje ponad 100 tysięcy studentów.

Wycieczkę rozpoczynamy z dala od ścisłego centrum, bo wrocławskie food trucki
rozmieszczone są po całym mieście. Na dzień dobry udajemy się na ulicę Borowską, do
food trucka osiem misek , niemalże legendarnego ze względu na przystępne ceny i przede
wszystkim uwielbianą bułę maślaną z pulled pork. Parowana buła, wzorowana na
azjatyckich bao, to zdecydowanie numer popisowy na Borowskiej. Co ważne, miejsce
można odwiedzać przez cały rok dzięki namiotowi przy aucie. Coś bliższego polskiej tradycji
zjecie na ulicy Komandorskiej. Właśnie tam, w niewielkiej budce Plackarnia Arena smażą
najlepsze placki ziemniaczane we Wrocławiu. Koniecznie skosztujcie najbardziej
klasycznego zestawienia ze śmietaną i cukrem.

Kolejny przystanek planujemy nieopodal, na samym początku ulicy Powstańców Śląskich .
Docieramy do pierwszego wrocławskiego food trucka – Pasibusa . Obecnie to już prężnie
działająca marka z kilkoma lokalizacjami w mieście, do których jeszcze za chwile wrócimy.
Ale tą najważniejszą, pierwszą, przecierąjącą szlaki dla innych w dalszym ciągu pozostaje
Dziadzio, a więc najstarsze auto w pasibusowym zespole. Tutejsze burgery pod chmurką
smakują podobno najlepiej, zarówno w lecie, jak i podczas mrozów. Zaraz obok ustawia się
auto z kolejnymi bułkami rodem z Azji – zjemBAO . Dzięki temu na jednym placu mamy
okazję do spróbowania dwóch rodzajów jedzenia z kompletnie innych regionów świata.
Stąd już tylko kawałek do wrocławskiego Rynku. Ledwie kilometr dalej znajduje się
klimatyczny multitap Marynka Piwo i Aperitivo , łączący wszystko to, czego potrzeba po
męczącym dniu – piwo i dobre jedzenie. W Marynce napijecie się codziennie innego,
rotującego na kranach piwa rzemieślniczego oraz zjecie pizzę w stylu neapolitańskim z
ogromnego food trucka Happy Little Truck . Natomiast na Rynku, w centralnym punkcie
miasta, natrafiamy na znany również w Warszawie koncept Pogromcy Meatów . Życie tętni
tu od rana do wieczora, a tutejsze kanapki z polikami wołowymi lub ozorami są słynne na
cały kraj. Z kolei w bocznej ulicy Szewskiej, w niewielkim lokaliku swoje miejsce znalazły
Bratwursty. To tutaj zjecie mięsiste, zamknięte w bułce, nawiązujące do niemieckiej tradycji
regionu wursty. Wursty to jedno, ale jeśli jakimś cudem znajdziecie jeszcze miejsce w
żołądku, musicie zaglądnąć za róg, do Baru Witek na Wita Stwosza, a więc baru będącego
prekursorem wrocławskiego streetfoododu. Żeby docenić serwowane tu tosty, musicie
pamiętać, że są podawane w tej samej formie i tym samym miejscu od 30 lat. Rzut beretem
od Witka znajdziecie lokal stanowiący jego kompletne przeciwieństwo. Sushirolka to
japoński fastfood w formie niepokrojonego w kawałki sushi, które możecie wziąć w rękę i
zjeść w biegu jak kanapkę.

Od jakiegoś czasu zagłębiem ulicznego jedzenia jest ulica Włodkowica . To właśnie w tym
cichym zakątku Wrocławia swoje stacjonarne lokale otworzyli pionierzy wrocławskiego ruchu
foodtruckowego, będący motorem napędowym kulinarnej strony miasta. Dlatego też właśnie
w Dzielnicy Czterech Świątyń warto zaplanować dłuższy postój w trakcie swojej wędrówki po
zakamarkach ulicznego jedzenia w stolicy Dolnego Śląska.

Ruszamy od skrzyżowania ulic Włodkowica i Ruskiej, gdzie swoją przystań znalazł
wspomniany już wcześniej Pasibus, a dokładniej Stacja Pasibus , czyli lokal, w którym
oprócz wołowiny zamkniętej w bułce, napijecie się rzemieślniczego piwa, a także
skosztujecie opcji wege. Sto metrów dalej umiejscowiły się kolejne dwa bary z
foodtruckowym rodowodem. Panczo to najbardziej znany bar z tex-mexowym jedzeniem na
Dolnym Śląsku, w typowo ulicznym wydaniu. Ich menu opiera się na potrawach z tortillą w
roli głównej – taco, burrito czy quesadilli. Z wizyty w tym miejscu zadowoleni będą miłośnicy
ostrzejszych klimatów, ponieważ Panczo specjalizuje się także w piekielnych sosach z
najróżniejszych odmian papryczek. Niemalże dokładnie po drugiej stronie ulicy trafiamy na
stacjonarny punkt osiem misek .

Prostopadle do Włodkowica ustawiła się ulica Świętego Antoniego . Mniej więcej w jej
połowie zaglądamy do jedynej w mieście fryciarni z grubokrojonymi, smażonymi kawałkami
belgijskich ziemniaków. Frytki+sos to kwintesencja ulicznego jedzenia – okienko z wydawką
otwarte jest do późnych godzin wieczornych, bez możliwości zajęcia miejsca przy stoliku, a
gości i tak tłoczą się przed kasą od rana do wieczora.

Przemierzanie wrocławskich barów z ulicznym jedzeniem nie miałoby sensu bez zawitania
do ZZtop , gdzie specjalnością są zapiekanki w wielu odsłonach. Proste zapiekanki to
symbol polskiej gastronomii w okresie przemian w latach 90. dlatego ich spróbowanie może
okazać się sentymentalną podróżą w głąb polskiej historii. Przemieszczając się z powrotem
w stronę Rynku, na pewno natraficie na działającą od kilkudziesięciu lat cukiernię
Łomżanka . Pączki przygotowywane według starych receptur właścicieli należą do
najlepszych w całym kraju i stały się symbolem miasta.

Kilka minut spacerem z Rynku, kierując się na Most Grunwaldzki, dotrzecie na Plac
Społeczny , będący od kilku lat w ciepłym okresie roku przestrzenią pełną kulturalnych
wydarzeń i restauracji na kółkach. Auta na Placu zmieniają się na przestrzeni sezonu, ale
pewnikiem jest obecność doskonałej rzemieślniczej lodziarni KRASNOLÓD . Ich słodkości
wytwarzane są na bieżąco w niewielkiej manufakturze nieopodal i od kilku lat podbijają serca
miłośników lodów.

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyjeżdżając z miasta, traficie w okolica pięknego
Dworca Głównego. Dokładnie naprzeciwko wyjścia od jakiegoś czasu stoi auto Souvlaki
Food Truck , w którym skosztujecie klasycznych streetfoodowych specjałów wprost z Grecji.

Tekst przygotował Piotr Gładczak z Wrocławskich Podróży Kulinarnych