poetry-720609_640Gastronomia naszego miasta zawsze zwracała uwagę ludzi pióra, pozostawiając trwały ślad w wielu utworach. Szczególne miejsce znalazła jednak w utworach rymowanych, które z czasem stały się dla gastronomów działających aktywnie w branży skutecznym narzędziem reklamy i promocji usług spod znaku noża i widelca.

Przełom XVIII i XIX wieku przyniósł gwałtowny rozwój wrocławskiej gastronomii. W kulturze stołu utrwaliły się wpływy francuskie i angielskie, zaś w codziennej ofercie kulinarnej swoją pozycję ugruntowały specjały znad Sekwany i Tamizy. Dość przypomnieć, iż w czasie oblężenia miasta przez wojska napoleońskie w latach 1807-1808 została otwarta pierwsza restauracja (Heinrich Bunke na placu Solnym), a więc zgodnie z paryskim wzorcem lokal serwujący przez cały dzień ciepłe i zimne potrawy zamawiane z karty dań. Wina francuskie zdominowały ofertę szynków bachusowego nektaru, zaś miejscowe destylaty tworzyły zręby kultury knajpianej. Czołowe kawiarnie w centrum miasta zaczęły pełnić rolę salonów towarzyskich, a przybywający w tym czasie do grodu nad Odrą szwajcarscy cukiernicy (konditor) wprowadzili na stoły nie tylko słodkie nowości – polecany przez nich bulion z rana przypadł szybko do gustu wrocławskim mieszczanom.

Kolejne dwie-trzy dekady przyniosły utratę dawnej pozycji przez karczmy, którym decydujący cios zadało w drugiej połowie lat trzydziestych XIX wieku piwo bawarskie. To jakże ważne wydarzenie w dziejach wrocławskiej gastronomii znalazło odzwierciedlenie w ponad dwudziestozwrotkowej rymowance Gustava Moritza zatytułowanej „Piwo beczkowe nade wszystko! Zrozpaczony wrocławianin o upadających karczmach”, która jak w soczewce uchwyciła moment przemijania dominacji piw wrocławskich i znaczenia karczem na piwnej mapie miasta. Utrzymany w barwnym tonie utwór daje w miarę pełne pojęcie o zmianach kulturowych w mieście piwa następujących wraz z wypieraniem tradycyjnego ciemnego i mętnego miejscowego trunku na rzecz jasnego, klarowanego piwa bawarskiego.

Twój Wrocławiu symbol stary
Dobrze znam, lecz nie dam wiary,
Iż blask jego już przemija.
Dziś wieść smutna mnie przeszyła:
Twoje sławne piwo z beczki,
Zmusić chcą stąd do ucieczki.

Ach, gdzież są te dawne czasy,
W beczkach ciemnych piw zapasy,
Z których Wrocław zawsze słynął.
Dokąd one teraz płyną?
Czy się stanie to więc prawdą,
Że stracimy sławę dawną?

W karczmach tłoczno, zgiełk i gwar,
Wszyscy znają piwa czar.
Każdy powie ci to szczerze,
Skąd się ciemny trunek bierze.
Że orzeźwia, pewny bądź,
Wejdź, nie zwlekaj, z piwem siądź.

Lecz dziś modne piwa jasne
W kuflach błyszczą pełnym blaskiem!
Nie dziw się więc z faktu tego,
Że ciemnego beczkowego
Nie podają w każdym domu.
Czy też nie żal go nikomu?

G r o ß e C h r i s t o f już przed laty
Popadł w straszne tarapaty.
E b e r s c h wiąże koniec z końcem,
A jak mówią, przed miesiącem,
G a n s i A d l e r chroniąc sławę,
Począł parzyć hotel-kawę.

I z w e i E i n h o r n s i g o l d n e S t ü c k
Dawno temu spadł na bruk.
R i n g e, R a d i F ä r b e r e c k
Z dala mija każdy człek.
A gdy pyta kto: Dlaczego?
Nie szynkują tam ciemnego!

Gdzie zaś K o r n e c k dawniej stał,
Karczmarz ciemne w kufle lał.
Wszelki po nim zniknął ślad;
W S a u k o p f też nie będziesz rad.
Tu królują piwa jasne,
Zadowala to hałastrę.

K u g e l zmarniał już do cna,
D r e i K ö n i g e sięgnął dna.
Nikt o ciemnym nie pamięta!
W D ü r c h f a h r t bawią zaś od święta,
Ludzie z kasą i we frakach,
Teraz tu maniera taka.

W g r ü n e n A d l e r – to nie żarty,
Stary Tadler wypadł z karty!
Smutku po nim nic nie zmieni,
Bowiem jasne wielu ceni.
W K e l l e r dbają o gatunek,
Więc bawarski leją trunek.

Gdy o piwach zgłębiam wiedzę,
W N e i s s e r H e r b e r g wieczór siedzę.
Nie weseli mnie lecz piosnka,
Że i W a r s c h a u nam się ostał:
Bo piw ciemnych tu nie sławią,
Wszędzie przy bawarskim bawią.

„Bairisch”, mówią o nim wszyscy;
„Bairisch” w kuflach naszych błyszczy!
Ja już dosyć mam tej arii,
Jutro ruszam do Bawarii!
I chcę sprawdzić to samemu,
Czy hołdują tam ciemnemu.

Co dzień mnie ogarnia złość,
Mam już tego piwa dość.
W karczmach czyni spustoszenie!
Ciemnych piw ostatnie tchnienie
Dał a l t B r a u h a u s – piwna Troja,
Dotąd ciemnych piw ostoja.

B e r g e l nikt już nie pamięta,
W w e i ß e n H i r s c h zaś tłok od święta.
H o f f n u n g wizerunek zmienia,
Ciemnych piw już prawie nie ma.
Wszystkie idą w zapomnienie,
Nam ostaje się wspomnienie.

To wprost nie do uwierzenia,
Że v i e r L ö w e n profil zmienia.
Czy się starym piwem wstydzi?
W K e l l e r z niego nikt nie szydzi.
S c h e n k e ledwo daje radę;
A gdzie ciemne? – Idź do L a d e n !

Zasmucony jestem brakiem
Piwa, które z wielkim smakiem
Pito zawsze, w mróz i w suszę;
Lecz jak ostrzec piwne dusze
Przed tak wielkim zagrożeniem:
Czym ugaszą swe pragnienie?

Wszystkie karczmy, ba szynkwasy,
Stroją się na nowe czasy.
Ja pomysłów nie mam w głowie,
Bo jak mówi mi przysłowie:
To się starych drzew nie tyka!
U mnie stary zegar cyka.

Ja w swym S t a n d h a f t nic nie zmienię,
Bowiem urok jego cenię.
Nowej modzie się nie poddam,
Ław i stołków wręcz nie oddam.
Krzepki szynkarz za beczkami,
Miło się przywita z Wami.

Nie zapytam już o K l i n g e l,
G l a s omijam, głucho w W i r b e l.
Wybór piw mi tam nieznany!
W L e u c h t e r karczmarz siedzi cwany;
W K a r t e n czasem gram przy stole;
W S p a n od piwa fajkę wolę!

Oddam cały mój dobytek,
Obcy mi już wszelki zbytek.
Tylko jedno mam życzenie
I już nigdy go nie zmienię:
Pozostawcie piwo ciemne,
Bym nie cierpiał na daremne!

Więc okażcie trochę łaski
I odkryjcie dawne blaski
Piwa, które dziś specjałem,
Dawniej piło miasto całe.
Bock, Weiß, Bairisch – na bruk wyniosę,
Bo ja jasnych piw nie znoszę!

Nie chcę dożyć takich czasów,
Gdy nie będzie już szynkwasów,
Jak mój S t a n d h a f t, w starym stylu,
W którym gości zawsze tylu.
U mnie c i e m n e p i w o w szkle,
Aż po me o s t a t n i e d n i e !

Sprowadzone do miasta przez Conrada Kisslinga piwo bawarskie szybko rozpowszechniło się w wielu innych lokalach gastronomicznych – dało też impuls do warzenia piwa na bawarską manierę. Wraz z nim zostały przeniesione na wrocławski grunt również liczne elementy kultury bawarskiej. Jednym z nich było – obok kuchni bawarskiej – położenie większej wagi dla higieny panującej w lokalu, jak również na wystrój wnętrz. Koniec lat trzydziestych i początek czterdziestych XIX wieku przyniósł nie znaną wcześniej wrocławianom falę remontów lokali gastronomicznych, co w dużej mierze przyczyniło się do wzrostu konkurencji. Obraz przemian zachodzących w tym czasie uzupełnia jeszcze stały wzrost znaczenia winiarni ewoluujących w kierunku lokali dla bardziej wymagającej klienteli, którą zadowalały nie tylko rzadkie wina, ale też coraz bardziej wyszukane specjały kulinarne.

W zaistniałej sytuacji przełomu lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku działający w branży gastronomicznej restauratorzy, szynkarze piw zamiejscowych (bawarskich), kawiarze, winiarze, ostatni karczmarze serwujący piwo warzone wedle najnowszych wówczas technologii, a nawet cukiernicy dostrzegli (nagle?) przemożne znaczenie reklamy. Wówczas to obserwujemy – po raz pierwszy chyba w dziejach prasy wrocławskiej – jak słowo pisane (tu: drukowane) nabrało nieznanego wcześniej znaczenia w strategii marketingowej podmiotów działających na polu usług spod znaku szklanki i widelca.

Siłą reklamy stały się wówczas nie tylko znane już wcześniej anonse, często bardzo obszerne, zamieszczane w każdej ilości w różnych tytułach prasowych, informujące wprost o wszystkim co w danym czasie gospodarz lokalu miał do zaoferowania – rzec można, ta forma dotarcia do klienta była już od jakiegoś czasu „démodé”, choć większość gastronomów ją praktykowało. Na czoło – a mamy tu na względzie efekty wizualne, przy wszelkich ograniczeniach technicznych ówczesnej prasy – wysuwały się na jej szpaltach anonse zawierające utwory rymowane. Ich głównym walorem wizualnym była pionowa struktura kolumny, zwracająca na siebie szybką uwagę czytelnika. Dokładniejsza analiza wskazuje również, iż miejsce rymowanek na stronie (szpalcie) nie było dziełem przypadku (pozostaje jedynie niewiadomą, kto o tym decydował). Sama treść rymowanych anonsów była już sprawą podmiotów reklamujących się w prasie.

Dla wielu „twórców” mających jakiekolwiek doświadczenie w układaniu rymów, ta forma działalności literackiej była atrakcyjnym źródłem dochodów. Nie jest wykluczone, iż przez jakiś czas parał się tym August Heinrich Hoffmann von Fallersleben (1798-1874), autor hymnu niemieckiego „Niemcy, Niemcy ponad wszystko” (Deutschland, Deutschlan über alles), od 1823 roku kustosz Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, którego nazwisko sygnowało wiele rymowanek o kulinarno-biesiadnym charakterze zamieszczonych w czasopismach wrocławskich od końca lat dwudziestych XIX wieku do połowy stulecia z „Wurst wieder Wurst” („Wet za wet”) na czele (jak dotąd nie udało mi się odnaleźć jego inicjałów lub nazwiska jako autora rymów reklamowych):

Gdy nadejdzie pierwszy mróz,
Idą świnie pod nóż.
Kwik, kwik, kwik; kwik, kwik, kwik,
Taki słychać we wsi ryk.

Gdy kiełbasy już gotowe,
Oddasz za nie nawet głowę.
Polędwice, balerony,
Cieszą oczy z każdej strony.

Śle matula do sąsiada
Kosz z kiełbasą, by nie gadał:
Metka, kiszki, wątrobianki,
Salcesony dla zachcianki.

Potem sąsiad wieprzka zabił,
W kiszki mięsa ciasno nabił.
Szynki, schaby, kabanosy,
Poukładał równo w stosy.

No i sąsiad nam pokazał,
Jak pamięta o sąsiadach.
Poszlim w gości krokiem wartkim,
Lecz gdym przyszli, dał nam skwarki!

Gwiazdą rymowanych anonsów zamieszczanych w prasie na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku był Carl Sabisch właściciel restauracji „Pod Czarnym Orłem” (Zum schwerzen Adler) przy ulicy Ruskiej 60 (dawna Reuschergasse). Jego rymy są najbardziej reprezentatywne dla nowej formy reklamy prasowej w tym czasie. Oto pierwszy przykłady z bardzo wieku rymowanych anonsów zamieszczanych przez niego w prasie wrocławskiej:

Mili Państwo, powiem szczerze,
Skąd się moja radość bierze.
Że frekwencja w mym lokalu,
To nie kwestia tylko balów:
Podczas targów wszyscy wiedzą –
U mnie prascy kupcy siedzą!
Są kiełbaski, szynki, karpie,
Nikt za kiesę się nie szarpie!
Mam też w karcie balerony
I jest szczupak z lekka słony.
Dla smakoszy są pieczenie –
Czasem w maśle smażę klenie.
Zaś na deser daję lody
Znakomite dla ochłody!
Kto zaś szuka lekkiej strawy,
Temu podam bez obawy:
Naleśniki nadziewane –
I w rosole kluski lane.
Karmię z rana i wieczorem,
Wszyscy płacą mi z honorem.
Zatem proszę w moje progi,
Czy jest lato – czy mróz srogi.

Zapraszam w kwietniu do lektury kolejnej części.