Organizowany od kilku lat jarmark bożonarodzeniowy na rynku wpisał się już na stałe do przedświątecznego kalendarza Wrocławia. Pierwsze wzmianki źródłowe o takim jarmarku organizowanym w naszym mieście pochodzą z 1567 roku – władze miasta pobierały wówczas 45 groszy placowego od targujących na rynku kupców. Przez długi czas handlowano wyłącznie tym, co potrzebne na świąteczny stół, a elementy rozrywkowe pojawiły się dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku.

W latach trzydziestych XIX wieku nastąpił rozwój wrocławskiej gastronomii wraz z wkroczeniem piwa bawarskiego – wieku karczmarzy zamieniło swoje zadymione i często brudne lokale na gustowne piwiarnie, a nierzadko restauracje. Wielu innych gastronomów odnowiło swoje lokale kładąc szczególną uwagę na ofertę rozrywkową w postaci koncertów muzycznych. Na fali tych przemian prowadzący dotąd łaźnię miejską przy dzisiejszej ul. Księcia Witolda Joseph Kroll porzucił krzewienie higieny wśród wrocławian i w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 1837 roku otworzył elegancki lokal zwany Ogrodem Zimowym (Wintergarten) przy ul. Szczytnickiej.

Ogród Zimowy Krolla wyrósł błyskawicznie na lokal gastronomiczny najwyższej klasy w mieście, a zorganizowane po raz pierwszy w styczniu 1838 roku bale karnawałowe przerosły wszelkie oczekiwania gospodarza. Wzorowany na podobnych berlińskich założeniach Wintergarten Krolla oferował co dzień dobrze zaopatrzony bufet, wykwintne menu w porze obiadu i kolacji, bogaty wybór win, sprawną i elegancką obsługę i co najważniejsze koncerty muzyczne organizowane 3-4 razy w tygodniu. Nie brakowało też kawy, a co najciekawsze Kroll zrywał jako pierwszy we Wrocławiu z utrwalonym zwyczajem parzenia kawy przyniesionej przez gości ze sobą.

Kroll stał się gwiazdą gastronomii całego Wrocławia, a renoma jego ogrodu odbiła się głośnym echem w całych Niemczech. Nie może wiec dziwić fakt, że gdy we wrześniu 1841 roku przybył do grodu nad Odrą król pruski Fryderyk Wilhelm IV, władze miasta postanowiły podjąć monarchę w dzień jego odjazdu późnym śniadaniem na francuską manierę zwanym  déjeuner dînatoire w Ogrodzie Zimowym Krolla. Kroll i jego założenie bardzo przypadły do gustu królowi pruskiemu – po kilku tygodniach zaprosił go do Poczdamu i złożył propozycje otwarcia podobnego założenia w Berlinie, co stało się w 1848 roku.

Nim do tego doszło Kroll poświęcał dużo uwagi zadowoleniu swoich gości we Wrocławiu – organizował wystawy kwiatów, w 1839 roku o tworzył teatr baletowy, a podczas jednego z balów zaprezentował miniaturową kolejkę parową jeżdżącą po specjalnie zbudowanym „torowisku” w kształcie rynny. Dużym zainteresowaniem obok stołów bilardowych cieszyły się zawody strzeleckie zwane  „Vogelschießen”, czyli strzelanie do drewnianych ptaków (najczęściej papug) oraz wywodzące się z zabaw ludowych „Vogelstechen”, czyli celowanie zawieszonym na żurawiu drewnianym ptakiem w tarczę. Ku zadowoleniu gości wewnątrz ogrodu działała codziennie fontanna, z której podczas balów karnawałowych tryskało wino. W sezonie letnim Kroll przygotowywał specjalną ofertę dla dzieci – w przylegającym do założenia ogrodzie instalował karuzele i ślizgawki, a nocne iluminacje gromadziły za każdym razem rzesze wrocławian.

W grudniu 1838 roku Kroll zorganizował po raz pierwszy wewnątrz swojego ogrodu jarmark bożonarodzeniowy ustawiając w dwóch rzędach 16 bud, który spotkał się z olbrzymim zainteresowaniem i pochwałą wrocławian. Warto poświęcić więcej miejsca relacjom prasowym z jarmarków dających pełny obraz nie tylko przedświątecznej atmosfery zakupów i zabawy, ale też zwykłych potrzeb i fascynacji.

„W dzień otwarcia ogrodu – pisał reporter gazety „Breslauer Zeitung” w 1838 roku – płynęli ze wszystkich stron pełni nadziei ciekawscy, a na ich twarzach odmalował się uśmiech zadowolenia, co z kolei stało się pięknym dla oka widowiskiem. […] Wzdłuż kolumnad po obu stronach sali, udekorowanych bujnie pnącą się ciemnozieloną roślinnością – czytamy dalej w relacji z jarmarku – ciągną się rozstawione budy, a w nich wystawione na sprzedaż różnorodne produkty rękodzielnicze. […] Wszyscy chodzą tam i z powrotem delektując się urządzonymi ze smakiem i pełnymi wdzięku dekoracjami stoisk, pośród których pan Sommerbrodt zajmuje zdecydowanie najważniejsze miejsce. Przed tak bogatą ofertą – zresztą nie tylko jego – aż trudno zamykać portfele. Lecz handel jest tutaj świętem i to jest cecha szczególna jarmarku w ogrodzie Krolla. Tu trwa nieprzerwanie poetycki świat, któremu bajkowy charakter nadają blaski licznych luster, szmer fontann, w których woda spływa po trzech kaskadach rzucając w powietrze złocisto barwną pianę”.

Równie udany był jarmark bożonarodzeniowy w następnym roku. Spośród wielu wystawionych bud najbardziej urzekła reportera „Breslauer Zeitung” wystawa cukiernika Manatschala, którego łakocie „przykuwały uwagę odwiedzających przez dobre pół godziny”. I zauważał dalej: „Wszystko błyszczy i migocze. Nie wiadomo co piękniejsze – towar, czy opakowanie. Jedno i drugie wyborne!”. Manatschal oferował figurki z bajkowymi i świątecznymi motywami wykonane ze słodkiej masy cukierniczej na bazie naturalnych żywic krzewów z rodzaju traganek. Naprzeciw cukiernika swoje stoisko wystawił Striegner oferujący szeroką gamę artystycznie wykończonych figurek z masy tekturowej. Można było też kupić rysunki przedstawiające Wintergarten Krolla. Jak przekonywał piszący relację, rysunki te „powinny znaleźć zainteresowanie szczególnie wśród przyjezdnych, którzy na pewno chętnie zabiorą ze sobą do domu pamiątkę z najpiękniejszego miejsca rozrywki Wrocławia”. Z kolei Tyrolczycy oferowali w swojej budzie sławne rękawiczki, a także figurki z kości słoniowej oraz z poroża jeleni. Nie brakowało wyrobów porcelanowych, z bursztynu i muszelek, a nade wszystko najważniejszej bożonarodzeniowej łakoci – pierników i marcepanów. Podobnie jak rok wcześniej w jednej z nisz ogrodu Kroll wystawił szopkę bożonarodzeniową, w której ludzkie i zwierzęce figury miały naturalną wielkość. Można było też zajrzeć do „czarodziejskiej groty”, w której tajemnymi mocami zajmowała się cyganka i wróżbita. „Dla najmłodszych – pisał dalej reporter gazety – przygotowano jeszcze osobliwy pejzaż z ruchliwymi wężami, smokiem, sowami, morzem z srebrzystymi falami, skałami, chmurami i co tylko jeszcze można sobie wyobrazić. Kto zaś jest ciekawy i ma dość odwagi, by odkryć co niesie mu przyszłość… może zadać pytanie przeznaczeniu ciągnąc trzy karty prawdy”.

Ofertę jarmarku Kroll wzbogacił cieszącą się olbrzymim zainteresowaniem wrocławian prezentacja dioram w przybudówce Ogrodu Zimowego, którą wzniósł specjalnie na ta okazję. W tym czasie dioramy, czyli panoramiczne obrazy malowane na przezroczystej tkaninie z obu stron jednocześnie, co przy odpowiednim zmiennym oświetleniu dawało wrażenie pełnoplastyczności postaci, przedmiotów i przestrzeni, były prezentowane coraz częściej we Wrocławiu (podobnie jak przedstawienia kalejdoskopowe). Iluzja realizmu wydobywana z obrazów przy użyciu technik operowania światłem była pomysłem Louisa Daguerre’a wynalazcy pierwszej fotografii, zwanej od jego nazwiska dagerotypią. W 1838 roku Kroll zaprezentował dioramy malarza dekoracyjnego Mügena przedstawiające szwajcarskie krajobrazy. W godzinach porannych zapraszał za darmo dzieci z wrocławskich sierocińców.

Jarmark 1840 roku przywitała sroga zima. Nie przeszkadzało to jednak szczególnie wrocławianom – jarmark Krolla wpisał się już na stałe w grudniowy kalendarz stolicy Śląska, a dla wielu mieszańców miasta wizyta na nim była niemal obowiązkowym wydarzeniem adwentu. Kroll przygotował wyjątkowo różnorodną ofertę. Swoje stoiska (budy) rozstawili ponownie Striegner i Manatschal, o którego artystycznie wykonanych słodkościach wrocławski „Theater-Figaro” pisało, że tym razem „sztuka jest dobrego smaku, co nie zawsze ma miejsce”. Augustin oferował bogaty wybór zabawek dziecięcych, w tym figurki tureckie, a Ließ „pięknie malowane porcelanowe filiżanki i wazy”, które cieszyły się szczególnym zainteresowaniem gości; Viertel sprzedawał grzebyki do włosów, a König ozdobne świece. Uwagę reportera zwróciły szczególnie kobiety „latające od budy do budy, jak motyle wiosną w ogrodach”. „Wystawy z najróżniejszymi drobiazgami […] – pisał reporter „Breslauer Zeitung” – przyciągają podwójnie uwagę małych i dużych dzieci. Piękne przedmioty, których nikt jeszcze nie ma i te, które nie każdy może dostać, często zastąpią na pocieszenie marcepany – przynajmniej ich dobrego smaku można być zawsze pewnym. Nie brakuje zabawek, jest też duży wybór koszy wiklinowych. Każdy elegant pokazuje swojej pani zgrabne i śliczne rękawiczki mówiąc przy tym jak Romeo; lub też pyta się jej: ‘Czy te rękawiczki pasują na moją rękę?’ Krótko mówiąc, każdy wydaje pieniądze wedle uznania przy brzmieniu trąbek i bębenków”.

Przebojem jarmarku 1840 roku były prezentowane po raz kolejny dioramy. Nie mniejszym zainteresowaniem cieszyła się też zorganizowana po raz drugi loteria zwana „Colloseum-Spiel”, w której „każdy wygrywał – tak grający, jak i sprzedający”. Ci ostatni „dając ze swoich bud luksusowe drobnostki do altany fantów. Każdy grający otrzymuje z tej altany nagrodę, raz małą, raz dużą, zależnie od tego, co przyniesie mu szczęście. Moja żona – pisał reporter „Breslauer Zeitung” – wygrała właśnie 12 sztuk cygar hawańskich; zapłaciła jeszcze raz za los, oddała cygara i… wygrała cygaretkę. Cała gra nie jest więc, jak widać, obliczona na zysk sprzedających, a bardziej na zadowolenie grających”. Reporter gazety zwrócił też większa uwagę na ofertę kulinarną podczas jarmarku. Goście ogrodu zajadali się w przerwie między zakupami a grą śląskim drożdżakiem z kruszonką popijając ciasto kawą. Nie brakowało i innych specjałów – jak donosił reporter „jedzenie było smaczne”, ale „złośliwcy” mówili, że „w Wiedniu jada się znacznie lepiej. Jeden gość przy stole wziął pasztecik do ust, po czym rzekł z przekonaniem: ‘W Berlinie mają smaczniejsze!’”.

Jarmark 1841 roku – nazwany przez wrocławską prasę „eldorado nie tylko dla małych, ale także dla dużych dzieci” – stał pod silnym echem inwestycji Krolla w Berlinie. Na jego życzenie Eduard Pape, wówczas jeszcze student berlińskiej Akademii Sztuki (uczeń Carla Blechena), w późniejszym czasie jeden z czołowych niemieckich pejzażystów i tzw. malarzy dekoracyjnych zaprezentował swoje dwa obrazy: jeden przedstawiał projekt założenie Krolla w Berlinie, drugi Sanssouci pod Poczdamem. Podobnie na specjalne życzenie Krolla wystawę dzieł sztuki przygotował na czas trwania jarmarku znany marszand Karsch. Reporter „Breslauer Zeitung”, która jak co roku zamieszczała relacje z trwającego jarmarku, pisał o pełnym sukcesie Krolla: „Jeśli dziś ktoś z nas wrocławian – kto wcześniej nie potrafił wskazać modnego miejsca w mieście – zostanie zapytany przez przyjezdnych, dokąd najlepiej się udać, wskaże zapewne z nieudawaną dumą […] Wintergarten Krolla, który w czasie trwania jarmarku jest podwójnie interesujący i do którego ciągną nawet ludzie, którzy zwykle unikają takich tłumnych zgromadzeń. Jak co roku także tym razem zostały wystawione na sprzedaż jakże piękne, czarujące i zaskakujące drobiazgi w ogromnym wyborze i zapewne nie będą długo czekać na swoich amatorów. Nie chcąc jednak psuć wrocławianom przyjemności, nie będziemy wymieniać wszystkich wspaniałości w szczególe, lecz przypomnieć należy, iż także tym razem działa jakże lubiane przez panie ‘Colloseum-Spiel’”. I pisał dalej reporter gazety: „Na pewno rysunek Tivoli [przedstawiający Willę Hadriana – przyp. aut.] pod Rzymem nie jest tak interesujący – nie licząc tych, którzy widzieli oryginał – jak obraz przedstawiający wjazd naszego króla do miasta [nawiązujący do wizyty Fryderyka Wilhelma IV we wrześniu 1841 roku – przyp. aut.]. Zainteresowani będą mogli kupić oba dzieła po zakończeniu wystawy, gdy zostaną wystawione na sprzedaż”. „Breslauer Beobachter”, poczytna gazeta dla ludzi wykształconych, zauważał jednak, iż obrazy zostały zawieszone zbyt daleko od alei z budami, przez co goście mieli trudności z dostrzeżeniem szczegółów malowideł. Spośród oferowanych przez kupców bibelotów duża część nawiązywała do wrześniowej wizyty króla Fryderyka Wilhelma IV we Wrocławiu. Największe kolejki ustawiały się przed stoiskiem cukiernika Friedricha oraz oferującego wyroby woskowe Schnepela. Spodziewając się dużego zainteresowania jarmarkiem Kroll doszedł do porozumienia z działającymi w mieście dorożkarzami, którzy dowozili gości z centrum miasta pod ogród za cenę niższą niż zwykle. Jednak w dzień otwarcia frekwencja nie dopisała w ogrodzie z powodu „paskudnej pogody”,  donosił reporter „Breslauer Beobachter”.

W roku następnym jarmark bożonarodzeniowy w Wintergarten stał pod jeszcze większym piętnem działań Krolla w Berlinie. Można domniemywać z tonu relacji prasowych, iż wrocławianie pogodzili się już z faktem przenosin Krolla do Berlina, niemniej pobrzmiewała wciąż nuta ogromnej straty. Reporter „Breslauer Zeitung” zauważał, że „wraz z realizacją tego założenia Berlin przejmie wyłączne pierwszeństwo, które wcześniej dzierżyła stolica Śląska. Lecz dla nas jest to jedynie dowód, iż spektakularne idee wyszły spod ręki Ślązaka”. Pisząc dalej w tonie wyraźnie już tłumiącym poczucie osobistego bólu – które zapewne wyrażało wówczas większość wrocławian z powodu zaangażowania się Krolla w stolicy Prus – autor tekstu puszczał w obieg niesprawdzoną plotkę, służącą najwyraźniej pocieszeniu, iż „jeśli potwierdzą się doniesienia, co jest bardzo prawdopodobne przy tak dużych założeniach, berlińskie établissement [Krolla] służyć będzie częściowo do organizowania wieczorów dworskich i podobnych zabaw. Wówczas będzie niemal całkowicie niezależne od zmiennych nastrojów i kaprysów publiczności. I tym łatwiej się utrzyma, […] mogąc zawsze liczyć na tłumy tych samych stałych gości”.

Wydaje się, iż piszący w grudniu 1842 roku relację z jarmarku bożonarodzeniowego we wrocławskim Wintergarten miał najwyraźniej za złe Krollowi jego zaangażowanie się w propozycję złożoną przez króla, czemu dał wyraz pisząc na wstępie artykułu: „O ile nie brakuje sceptyków wątpiących w dalsze istnienie tego établissement, nomen omen chluby Wrocławia, o tyle nie można wątpić w dalsze utrzymanie jarmarku bożonarodzeniowego w Wintergarten Krolla”. Osobiste rozżalenie nie pozwoliło piszącemu skupić się pełniej i dokładniej na atrakcjach jarmarku. Dowiadujemy się więc jedynie, iż jak zawsze na stoiskach pojawiły się wyroby z bursztynu, ozdobne figurki, obrazy i artystyczna porcelana, wyroby cukiernicze, a także wystawa dzieł sztuki ze zbiorów Karscha. Największym zainteresowaniem cieszyło się oczywiście „Colloseum-Spiel”. Większość z dostępnych w budach drobiazgów można też było wygrać ciągnąc los na 5 srebrnych groszy. „Ale nie każdy – pisał reporter – może być tylko szczęściarzem, tak jak nie każdy zupełnym pechowcem. Każdy los coś wygrywa i większość grających jest zadowolona, a zadowoleni coraz bogatsi – można więc u Krolla stać się bogatym za 5 srebrnych groszy”. Na czas trwania jarmarku Kroll nie zdejmował koncertów z programu. Zrezygnował za to z szopki bożonarodzeniowej, a w dwóch niszach ogrodu, w których wcześniej były wystawiane, prezentował ponownie obrazy Sanssouci i rysunki Wintergarten w Berlinie.

W roku następnym Kroll był już tak bardzo zajęty tokiem prac przy Wintergarten w Berlinie, iż jarmark bożonarodzeniowy w jego wrocławskim ogrodzie zorganizował dzierżawca A. Kutzner. Aranżacja wnętrza nie ustępowała poziomem wcześniejszym, nie zabrakło też kupców i oferowanych przez nich bibelotów. „Bogactwo towaru – pisała cytowana gazeta – wodziło wszystkich na pokoszenie”. Wyroby z bursztynu i biżuteria od Katscha, ozdoby z muszelek, figurki tekturowe Bergamanna, skład zabawek Gerlitza, elegancka porcelana od Ließa, słodycze Friedricha, owoce południowe na stoisku Massiniego, a nawet różnej wielkości błyszczące zbroje rycerskie z zakładu Vogta znajdowały nieprzerwanie zainteresowanie licznie odwiedzających jarmark wrocławian. Nie mniejszy tłok panował przy „Coloseum-Spiel”, przy czym tym razem nie ciągnięto losów, a rzucano w fanty „zdradliwe kule”. Nie zabrakło też dioram – jedna przedstawiała Jezioro Genewskie, druga Betlejem.

Kroll sprzedał wrocławski Wintergarten po powodzi późnym latem 1844 roku, która wyrządziła duże szkody w ogrodzie. W roku następnym kolejny właściciel Springer zorganizował udanie jarmark bożonarodzeniowy kontynuując tradycje Krolla, który zmarł w Berlinie w 1848 roku. W późniejszym czasie Ogród Zimowy zmieniał wielokrotnie właścicieli – w latach pięćdziesiątych lokal prowadził reżyser i aktor, tytułujący się mianem kawiarza Max Wiedermann, a po nim August Bürckner. W następnej dekadzie Rudolf Koschke, a po nim Robert Hähndel. Ostatnim restauratorem w établissement był Luis Haak, a w 1872 roku nowy właściciel ogrodu bankier Julius Schottländer rozparcelował działkę na sprzedaż pozostawiając jedynie budynek, który był w dalszym ciągu użytkowany jako lokal gastronomiczny, przy czym już bez tak dużego rozmachu. W czasie prowadzenia lokalu przez Wiedermanna jarmarki bożonarodzeniowe w ogrodzie przeżywały kryzys. August Bürckner odbudował ich pozycję i znaczenie w mieście, a Julius Schottländer zaprzestał ich organizowania.

Grzegorz Sobel