Wrocławska knysza znów na Dworcu Głównym w lokalu Bocadillo fot. Wrocław Nowy Główny

Pojawiła się we Wrocławiu w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia i z miejsca podbiła serca mieszkańców naszego miasta. Dziś wciąż jeszcze można na nią gdzieniegdzie trafić, ale koneserzy tylko się obruszą i fukną: to nie to samo! Poznajcie knyszę, czyli najbardziej wrocławski z fast foodów.

Kto mieszkał we Wrocławiu na przełomie wieków, doskonale wie o czym mowa.

Wieczorową porą (a często wręcz wczesno poranną), zwłaszcza w weekendy, na wrocławski Dworzec Główny maszerowały pielgrzymki wygłodniałych imprezowiczów, którzy nie wyobrażali sobie innego zakończenia całonocnych szaleństw niż wizyta w tym niezbyt przyjaznym otoczeniu.

Co ich tam tak ciągnęło? Ano danie, którego nie można było wówczas spotkać w żadnym innym dużym polskim mieście, a w stolicy Dolnego Śląska błyskawicznie obrosło kultem i doczekało się tłumu wiernych wyznawców. Knysza.

No dobrze, ale co to właściwie jest?

To nic innego jak specjalny chlebek, a w nim świeże warzywa – biała i czerwona kapusta, pomidor i ogórek, plus kukurydza konserwowa, a całość sowicie polana sosem (czosnkowym, majonezowym czy pikantnym) i obsypana prażoną cebulką.

To wersja klasyczna, wegetariańska, zwana po prostu knyszą z warzywami. Ma ona też swoje mięsne wariacje, czyli np. knysza z hamburgerem czy parówką, jest też wersja dla serojadów, czyli knysza z serem.

Osoba nieobeznana z tematem może dziś łatwo pomylić ją z kebabem. Z zewnątrz wygląda podobnie, jednak zasadnicza różnica kryje się we wnętrzu – w prawdziwej knyszy nie uświadczymy, pod żadnym pozorem, mięsa opiekanego na ruszcie!

Co prawda czasem można trafić na swoisty miks, czyli knyszę z gyrosem, ale to już nie będzie to samo, a takie połączenie ociera się wręcz o profanację. Ale najważniejsze różnica kryje się gdzie indziej – knysza królowała bowiem we Wrocławiu, zanim nad Odrą ktoś w ogóle o kebabie usłyszał.

Gdzie na knyszę?

Dziś, w dobie wychylających się zza każdego rogu kebab-barów i czynnych 24 godziny na dobę amerykańskich sieci fast-foodów, a także (a może przede wszystkim) z powodu likwidacji nie grzeszących urodą przydworcowych budek, tradycja nocnych pielgrzymek na popularną „berzę” zamarła.

Co nie znaczy, że w okolicach Dworca Głównego nie da się już zjeść knyszy. Co to, to nie! Ten stricte wrocławski przysmak wciąż można kupić na dworcu autobusowym przy ul. Suchej, a od niedawna (a dokładniej od grudnia 2013 roku) i na samej stacji kolejowej znów pojawiła się ta kultowa dla wielu wrocławian potrawa.

Co prawda, sceneria jest już zupełnie inna (zamiast obdrapanych bud jest schludny lokal Bocadillo), ale co najważniejsze – kupimy tam knyszę. I to przez całą dobę!

Knysza jest legendą wrocławskiego dworca, dlatego musiała się ona znaleźć w naszej ofercie – mówi Małgorzata Para, właścicielka lokalu.

Knyszę zjemy też co niedzielę na Dworcu Świebodzkim. To nie dziwi, bo tam czas się zatrzymał –  odwiedzając cieszący się niesłabnącym powodzeniem bazar, wrażenie podróży w przeszłość o dobrych 20 lat mamy zagwarantowane.

Do niedawna można ją było także spotkać w budce przy akademikach Kredka i Ołówek. Teraz punkt został zamknięty, ale jak wieść gminna niesie, wkrótce powróci w nowym miejscu i nowej odsłonie.

Natomiast w niewielkim lokalu przy ul. Strzegomskiej ukrywa się knajpka o jakże swojsko brzmiącej nazwie „Wrocławska knysza”, gdzie – a jakże! – zjemy knyszę w kilku odsłonach.

A może są też inne miejsca we Wrocławiu, gdzie zjemy taką knyszę jak kilkanaście lat temu na Dworcu Głównym? Jeśli je znacie, koniecznie podzielcie się z nami tą wiedzą!