Otwarty przed kilkunastoma dniami Jarmark Bożonarodzeniowy na rynku naszego miasta skłania, jak zawsze, do poszukiwań jego dawnych obrazów. Tych niestety nie zachowało się wiele w formie przedstawień ikonograficznych. Najstarszy znany dotąd obraz ukazuje pożar jarmarku, jaki miał miejsce w 1897 roku (pisałem o tym wydarzeniu obszernie na SmakachWrocławia.pl w 2009 roku). Z kolei pierwsze fotografie prezentują ostatni Weihnachtsmarkt na Rynku w 1903 roku.

Fakt ich powstania nie jest dziełem przypadku. Usunięcie jarmarku z Rynku było bowiem przesądzone już rok po pożarze i tylko negocjacje Związku Kupców Śląska z radą miasta Wrocławia utrzymały go jeszcze kilka lat na historycznym miejscu. W następnych latach – do pierwszej wojny światowej – jarmark organizowano w Ogrodzie Paryskim przy ulicy Wierzbowej. Lata dwudzieste i trzydzieste zeszłego stulecia zachowały z kolei szereg fotografii jarmarku organizowanego na placu Nawy Targ. Gdy ten został rozkopany w 1938 roku, w związku z budową schronu, jarmark został przeniesiony na Plac Wolności za Operą Wrocławską.

Deficyt ikonografii jarmarku z dawnych i dawniejszych czasów – a mam tu na myśli przede wszystkim dziewiętnaste stulecie – rekompensują przebogate źródła pisane zachowane w licznych tytułach, nie tylko prasy wrocławskiej. Jednym z ciekawszych przekazów jest relacja z wrocławskiego jarmarku bożonarodzeniowego anonimowego korespondenta ze stolicy Śląska, zamieszczona w berlińskim piśmie „Zeitung für die elegante Welt. Mode, Unterhaltung, Kunst und Theater” w styczniu 1837 roku. Czytamy w niej:

Kindelmarkt już za nami – Kindelmarkt, jak z naszą śląską swadą nazywamy go zamiast jarmark bożonarodzeniowy (Weihnachtsmarkr) – a kto choć raz był we Wrocławiu w przedświątecznej porze, ten rozumie pełne entuzjazmu znaczenie tego słowa. Tutejszy jarmark bożonarodzeniowy odróżnia się zewnętrznie od innych nie tylko handlem trwającym w budach wieczorną porą w świetle lamp, ale przede wszystkim tym, jak wielki skutek ma ta mała różnica na frekwencję o tej porze dnia. Ów jarmark stał się prawdziwym świętem mieszkańców miasta, a jego osobliwość wypływa z wewnętrznego stylu bycia wrocławian, jak i z ich jedynej w swoim rodzaju wrażliwości. Jest nierozerwalnym zespoleniem interesów rzemiosła i handlu z potrzebą rozrywki jaką niesie ze sobą kupowanie prezentów. To czyni go odmiennym od wszystkich innych jarmarków.

Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że te setki bud, te bogato zastawione lady zostały otwarte tylko po to, aby stanął przed nimi tłum gapiów bez grosza przy duszy, najczęściej zaś bez chęci kupienia czegokolwiek, pokazujący palcami to i tamto, wesoło przy tym gawędząc i zechciał kupić jakikolwiek choćby drobiazg, zmylony fałszywym i bezlitosnym światłem lamp. Wrocławski Kindelmarkt najlepiej odwiedzić w niedzielę wieczorem, kiedy to ściągają na rynek mieszkańcy okolicznych wsi i uwolnieni z codziennej niewoli wyrobnicy, którzy biorąc do rąk to i owo z wielu niezwykłości współczesnego przemysłu, oglądając ze wszystkich stron to, co mają zamiar kupić, ocierają się o blask kuszącego luksusu.

Jakże miłe są dla ucha oznaki radości beztroskich kawalerów, jakże chciwie iskrzą oczy ubogich nieszczęśników, jakież zadowolenie maluje się na twarzach kupujących – a przecież nie dla siebie targują się tu wszyscy. Każdy ma kogoś bliskiego w domu, każdy ma kogoś bliskiego gdzieś daleko, dla kogo wybiera prezent gwiazdkowy negocjując z uporem jego cenę. Z kolei dla dzieci jarmark jest istnym rajem pełnym skarbów, z którego niezliczonych wspaniałości kochające matki wybierają w tajemnicy wymarzone przez nie cacka, albo też kupują im to, na co mają ochotę.

Innym niemniej ciekawym obrazem Jarmarku Bożonarodzeniowego we Wrocławiu jest rymowanka z lat czterdziestych XIX wieku zamieszczona w „Breslauer Zeitung” w 1867 roku zatytułowana „Radości Jarmarku Bożonarodzeniowego” (Weihnachtsmarkt-Freuden), w której czytamy:

Gwar na rynku, wietrzyk śwista,
Każdy grosik w kiesie nosi,
A przy budzie żurnalista
Mile o prezencik prosi:
Miły Panie, jest w wyborze
Cały żurnalista może?

Moje torby już wypchane,
Większość za pół darmo dali.
Moje nogi już zmachane –
Mnie niedosyt ciągle pali.
Bowiem głód mam niepojęty
I nie mniejsze też pragnienie.
Prezent to podarek święty,
Dziecka radość – chwili mgnienie.

Dają wszystko – śmiało bierzcie,
Towar w niebywałej cenie.
I z rachunkiem się nie mierzcie,
Ten wart więcej niż zmęczenie.
Głupi, komu brak śmiałości szkodzi –
W każdej budzie mówią przecie:
Pusto wracać – nie uchodzi,
Dziecka smutek zawsze gniecie!

Mają w budach też rupiecie,
Bibeloty stare, zdarte.
Ja napiszę w mej gazecie:
Te zabawki nic nie warte!
Każdy pozna wnet oszusta –
Niech czekają na frajerów.
Mi zaś nie chcą przejść przez usta:
Kłamstwa grane przez dublerów!

Towar w budach w rzędach leży
Szale męskie, torby, paski
Wino mają, imbir świeży
Portmonetki, czapki, laski.
Są kiełbasy, marcepany,
Tabakiery, papierosy.
Dla krezusów zaś szampany –
Jest też kociak rudowłosy.

Są pierniki, czekoladki
Delikatne też przyprawy.
I orzechy – do nich dziadki.
Jest wanilia – nie brak kawy.
Znajdziesz lalki, marionetki,
Są obrazki, papeterie.
I perfumy, i skarpetki –
Najpiękniejsze galanterie.

W budach wybór książek duży –
Są tytuły głośne, znane;
Komu dramat dobrze służy,
Niech kupuje dzieła grane!
Bo bez książek, jak bez buta –
Będziesz boso szedł przez życie:
Lepsza przecież pełna nuta
Niż nie znaleźć się na szczycie.

Dobra cena zawsze cieszy –
Na jarmarku to podstawa;
Mnie uparty kupiec śmieszy,
Że za szmirę chce mieć brawa.
Lecz nie kupuj nic na kredyt –
Nie pożyczaj też nikomu;
Przecież pewniej w życiu kiedy,
Zapas złota trzymasz w domu.

Ludzie krążą za prezentem,
Kramarz głośno towar chwali;
Idzie klient za klientem –
Byle tylko dużo brali:
Krawiec, docent, szewc, służąca,
Student, kelner, wdowa klnąca.
Każdy pilnie się targuje –
Ja zaś skrzętnie to notuję.

Szkoda tylko, że te kramy
Za dni kilka pożegnamy:
Tu na rynku pełnym gości
Co dzień ciągnie bal radości!
Najpiękniejszym jest zwyczajem,
Upominki dawać wzajem.
Ja zaś powiem wam to szczerze –
Każdy chętnie prezent bierze!