fot. SXC.hu

Zanim Conrad Kissling stał się niekwestionowanym liderem szynku piwa bawarskiego we Wrocławiu, zanim też bawarski trunek zalał wrocławskie piwnice szynkujące piwo, w kilku miastach śląskich warzono już chmielowy trunek na bawarską manierę, a piwa te trafiały do kufli wrocławskich piwoszy. Czołową postacią na tym polu był baron Hans Ernst von Lüttwitz (1776-1837), którego nazwiska nie można pominąć zajmując się tematem piwa bawarskiego we Wrocławiu i na Śląsku.

Jego nazwisko jest związane bowiem z pierwszą próbą produkcji piwa bawarskiego w stolicy Śląska. 1811 roku w małym browarze na Piasku zwarzono pod jego nadzorem piwo na bawarską manierę. Próba wypadła na tyle pomyślnie, że Lüttwitz miał zamiar kupić ów browar, do czego jednak z niewiadomych przyczyn nie doszło. Nie jest przypadkiem zainteresowanie urodzonego we Wrocławiu Lüttwitza nowymi technologiami warzenia piwa, bowiem po studiach ukończonych w Halle był w latach 1797-1806 przedstawicielem miasta Wassertrüdingen w starostwie Ansbach w środkowej Frankonii (północna Bawaria). Nim frankońskie lagery trafiły nad Odrę były znane i cenione w północnych Niemczech.

Za namową swojego przyjaciela, rodowitego Frankończyka, generała Augusta von Gneisenau, szefa sztabu marszałka Gerharda Blüchera w latach wojen napoleońskich, Lüttwitz sprowadził bawarskiego piwowara i rozpoczął produkcję piwa typu lager w Sobótce Górce w starym browarze klasztornym Augustynów, który nabył w 1812 roku po sekularyzacji dóbr kościelnych. Jednak przedsięwzięcie Lüttwitza natrafiło początkowo na szereg trudności – zmarli kolejno trzej bawarscy piwowarzy, a potem browar spłonął. Mimo tych przeciwności losu Lüttwitzowi udało się w 1817 roku uruchomić browar ponownie. Wykuto skalne piwnice u stóp góry Ślęży, zatrudniono ponownie wykształconego w Bawarii piwowara, a w 1826 roku Lüttwitz wyruszył ze swym piwem na podbój Wrocławia zakładając własny szynk zwany „Gorkauer Keller” na ulicy Kotlarskiej 42 (dawna Kupferschmiedestrasse).

Początkowo sprzedawał piwo wyłącznie w butelkach, bowiem cena jego piwa beczkowego była stosunkowo wyższa od tradycyjnego wrocławskiego piwa beczkowego, w związku z czym nie udało mu się wprowadzić go na rynek. Traktujący piwo beczkowe jako codzienny napój wrocławianie, nie byli skorzy płacić za nie wygórowanej ceny. Warto podkreślić w tym miejscu, iż browar Lüttwitza był pierwszym na Śląsku warzącym udanie piwo wedle bawarskich technologii. Z początkiem lat dwudziestych Lüttwitz przejął kilka mniejszych śląskich browarów, a w poowie lat trzydziestych XIX wieku otworzył lokal firmowy browaru w Legnicy nazwany „Gorkauer Bierhütte”. Założenie przez Lüttwitza browaru w Sobótce Górce wraz z tamtejszymi skalnymi piwnicami (w połowie wieku miały już 300 metrów) było największym przełomem w dziejach produkcji piwa na Śląsku pierwszej połowy XIX wieku.

Produkowany przez niego lager dorównywał jakością najlepszym piwom bawarskim, które porównywano też do piw sprowadzanych później przez Kisslinga. Jeszcze w latach trzydziestych i czterdziestych XIX wieku wrocławscy piwowarzy nie byli w stanie konkurować jakością z piwem warzonym w browarze Lüttwitza z powodu braku odpowiednich skalnych piwnic utrzymujących stałą niską temperaturę i wilgotność, w których podczas długiego leżakowania tworzył się charakterystyczny bukiet piwa typu lager.

Lüttwitz przestrzegał wszelkich norm produkcji piwa bawarskiego, które w pierwszej fazie fermentowało przynajmniej 8 dni w beczkach zwanych „Gärkufe”, a następnie 3 tygodnie w beczkach zwanych „Gärfaß”. Powolna fermentacja w niskiej temperaturze z wykorzystaniem odpowiednich gatunków drożdży była koniecznym warunkiem dla uzyskania szlachetnego lagera. Po ustaniu fermentacji piwo przelewano do beczek, w których leżakowało przynajmniej 6 miesięcy w skalnym piwnicach. Wedle ówczesnych technologii produkcji piwa typu lager piwnica powinna utrzymywać przez cały okres jego leżakowania temperaturę od 3,5 do 6,5 ºC. W liście skierowanym w drugiej połowie 1836 roku do redakcji wydawanego we Wrocławiu pisma „Breslauer Lokalblatt“, a więc w czasie, gdy wrocławscy piwowarzy podejmowali pierwsze próby warzenia piwa na styl bawarski, Lüttwitz podkreślał nie bez racji, że „żaden piwowar nie może chełpić się, iż warzy piwo bawarskie“, jeśli nie spełnił wyżej wymienionych warunków. Jego browar wyprzedzał więc pod względem technologii produkcji piwa całe wrocławskie piwowarstwo, którego rozwój ograniczało położenie geograficzne i związane z tym trudności z dostępem do skalnych piwnic.

Ich brak był w tym czasie główną przeszkodą uniemożliwiającą produkcję piwa typu lager we Wrocławiu. Piwo takie, jeśli nie leżakowało w odpowiednich warunkach ulegało szybko zepsuciu, a to mogło być katastrofalne w skutkach dla piwowara, gdyż piw gorzkich nie można już było przerobić na ocet (który w tamtych czasach był powszechnie używany w kuchni oraz do wyrobu kiszonek) jak w przypadku piw pszenicznych. Działalność Lüttwitza miała niemały wpływ na rozwój śląskiego piwowarstwa. Już w latach dwudziestych i w pierwszej połowie lat trzydziestych XIX wieku browary w Jeleniej Górze, Trzebnicy, Ścinawie nad Odrą, Staniszowie, Pieszycach, Modle koło Bolesławca i Mokrzeszowie koło Świdnicy warzyły piwa na styl bawarski. Większość z nich trafiała także na rynek wrocławski ciesząc się dużym uznaniem.

Zanim Conrad Kissling rozpoczął sprzedaż we Wrocławiu oryginalnego piwa bawarskiego w swej piwnicy mieszczącej się w kamienicy na rogu Rynku i ulicy św. Mikołaja, co stało się 12 maja 1835 roku, od stycznia do czerwca 1834 roku oryginalne bawarskie lagery w butelkach (po 6 srebrnych groszy za dużą i 3 za małą) oferował F. A. Hertel w składzie win i delikatesów „am Theater” przy ulicy Świdnickiej. Oprócz bawarskiego lagera Hertel sprzedawał także angielskiego portera i sławne Ale, oryginalne szczecińskie piwo marcowe, a także wiele gatunków win, zwłaszcza reńskich i mozelskich. Z początkiem 1835 roku sprzedaż oryginalnego piwa bawarskiego w butelkach (po 7 ½ srebrnego grosza) anonsował również Carl Rechling w lokalu na Kepie Mieszczańskiej 2 (dawna Bürgerwerder). W marcu, kwietniu, a także z końcem maja tego roku miał je ponownie w swej ofercie Hertel.

Jednak nim bawarski trunek polał się w grodzie nad Odrą szerokim strumieniem, pojawiły się już głosy krytyki ze strony wąskiego kręgu tutejszych starych piwoszy, witających niechętnie wszelkie obce nowinki w swoich kuflach. I choć sami narzekali na jakość piwa warzonego przez miejscowych karczmarzy, i choć zapytywano się w prasie, czy nie jest możliwe warzenie we Wrocławiu tak dobrego i trwałego piwa jak w Berlinie, Pradze, czy Warszawie, to starzy wielbiciele wrocławskiego piwa beczkowego pytali: „Kto chciałby pić u nas na co dzień takie piwo? Pewnie początkowo znajdzie ono zbyt, bowiem każda nowość posiada swój urok, lecz wkrótce powróci się do starego, bowiem ciało przyzwyczaiło się do niego w młodości, no i kosztuje tylko połowę”.

Ale te głosy nie mogły przesądzić o powodzeniu piwa bawarskiego we Wrocławiu, które przypadło do gustu wrocławianom, co znalazło z kolei odzwierciedlenie w coraz większej liczbie lokali je szynkujących. Jeszcze w maju 1835 roku piwo bawarskie w butelkach oferowała cukiernia Perrini, a w lipcu tego roku sprzedaż „Aecht Baiersches Bier” anonsował w prasie Carl Rechling. Z początkiem września piwo bawarskie w butelkach było dostępne w składzie win przy ulicy Kotlarskiej 2. Z końcem 1835 roku oryginalne piwo bawarskie szynkowali jeszcze prócz Kisslinga i Henniga, Häusler w lokalu przy obecnej ulicy Purkyniego 1 (dawna Breitestrasse), Carl Braun w lokalu przy ulicy Ruskiej 23 oraz właściciel składu win Carl Wysianowski w „im Rautenkranz” przy ulicy Oławskiej 79. W październiku tego roku wyszynk piwa bawarskiego rozpoczął także Galler na Popowicach.

W 1835 roku działalnośc rozpoczeły jeszcze dwa lokale oferujące piwo bawarskie, których kierowanie Conrad Kissling powierzył swoim siostrom – „Löwenkeller” na rogu ulic Ofiar Oświęcimskich (dawna Junkernstrasse) i Świdnickiej prowadzić miała Kunegunda, zaś szynk w kamienicy „Goldene Gans” na ulicy Ofiar Oświęcimskich siostra Anna.  Pierwsze partie piwa z Bawarii były zamawiane przez Hertela, Rechlinga i Kisslinga w butelkach, co wynikało z konieczności minimalizacji ryzyka przedsięwzięcia. Entuzjastyczne przyjęcie bawarskiego trunku przez wrocławian dało wolną drogę Kisslingowi do sprowadzenia piwa bawarskiego w beczkach. Już w połowie czerwca 1835 roku anonsował on fakt wyczerpania się jego zapasów bawarskiego piwa beczkowego.

W 1836 roku Wrocław zalała fala piwa bawarskiego. Tylko 30 stycznia tego roku trzech furmanów wwiozło do miasta – jak podaje „Schlesische Chronik” – 19 beczek piwa bawarskiego o łącznej wadze ponad 7 tys. funtów. Konkurencja wzrastała z każdym miesiącem, a nawet tygodniem. Nic więc dziwnego, iż „Breslauer Lokalblatt” nazwał tą sytuację w lutowym numerze „drugą wojną piwną” w dziejach miasta – nawiązując do wojny piwnej z XIV wieku – „która nie wiadomo kiedy i gdzie się skończy i kto zdobędzie pole. Ale w całej tej wojnie – pisano – nie płynie na szczęście krew, lecz każdego dnia coraz więcej piwa bawarskiego i jest to właściwie wojna podziemna, bowiem toczy się nie nad lecz pod ziemią” (uwaga do piwnic szynkujących piwo). Walka o klientów miała ten korzystny skutek, że wzrastała konsumpcja piwa wśród wrocławian, co witano powszechnie z zadowoleniem. We wrześniu 1836 roku „Breslauer Lokalblatt” podkreślał na swych łamach, że tocząca się wojna piwa prowadzona jest „w ludzki sposób i można by sobie tylko życzyć, żeby nigdy nie zawarto pokoju”. Odajmy, ze tym czasie plaga pijaństwa zataczała we Wrocławiu coraz szersze kręgi – widziano więc w piwie bawarski „złoty środek” w walce o trzeźwość głów.

Oryginalne piwo bawarskie było we Wrocławiu stosunkowo drogie, początkowo przeszło 3 razy droższe od piwa miejscowego. Jednak mimo wysokiej ceny nie było kłopotu z jego zbytem, a anonse prasowe niemal każdego tygodnia zapowiadały nadejście kolejnych dostaw trunku. Nie zważając na ów fakt „Breslauer Lokalblatt” już wiosną 1836 roku prorokował, iż oryginalne piwo bawarskie nie ma szans na upowszechnienie się we Wrocławiu właśnie ze względu na wysoką cenę. Jednak rynek konsumentów piwa szybko się dzielił i ci którym nie brakowało grosza w keiszeni, woleli pijać piwo lepsze gatunkowo.

Ta sama gazeta postulowała jednocześnie konieczność rozwoju produkcji piwa typu lager na Śląsku i we Wrocławiu, motywując to wzrostem popytu przy niższej cenie, korzyściami finansowymi piwowarów warzących bawarski trunek oraz możliwościami Śląska w jego zbycie drogą wodną do zachodnich części Niemiec, przez co mogłoby konkurować ceną choćby w Berlinie czy Hamburgu, dokąd piwo bawarskie sprowadzano lądem. Sukces rynkowy oryginalnego piwa bawarskiego we Wrocławiu pogłębił jeszcze bardziej degradację pozycji piw wrocławskich na rynku, spychając je do klasy trunków wręcz podrzędnych, nawet jeśli ich jakość w tym czasie nieznacznie się poprawiła. Warzone przez karczmarzy piwo beczkowe było najczęściej kiepskiej jakości i nie wytrzymywało próby czasu zwłaszcza latem, a prymitywne technologie i brak środków nie pozwalały na rewolucyjne zmiany. Co najważniejsze jednak, pojawienie się piwa bawarskiego dało impuls do zmian.

W kolejnej częśći zajmiemy się rozwojem wrocławskiego piwowarstwa w drugiej poławie lat trzydziestych XIX wieku i pierwszymi udanymi, jak i nieudanymi warami bawarskiego trunku z Johannem Augustem Weberbauerem, Carlem Augustem Friebe, Gustavem Kriege w roli głównej.

Grzegorz Sobel