Po przejęciu firmy w 1892 roku, Rudolf Dietrich wypromował ją na czołową markę nie tylko Wrocławia, ale i Niemiec. Jego produkty były dostępne m.in. w Berlinie, Lipsku, Poznaniu i Szczecinie, a przede wszystkim na Dolnym Śląsku (w latach dwudziestych zeszłego wieku filia firmy działała w Kłodzku). Sztandarowym produktem stały się Kiełbaski Piwnicy Świdnickiej, które w 1902 roku zdobyły nagrody na targach w Paryżu i Wiedniu. Były wysyłane do Anglii i USA, gdzie również cieszyły się uznaniem znawców. We Francji sprzedawano je pod nazwą „saucissons de Dietrich” (kiełbaski Dietricha). Uznawane za wyrób najwyższej jakości polecano je nawet rekonwalescentom. Sterylizowane w puszkach posiadały długi termin przydatności do spożycia. Gros produkcji stanowiła wersja smakowa łagodna, a około 10 % pikantna.

Ostanie lata przed wybuchem pierwszej wojny światowej przyniosły dalszy ciąg zmagań Dietricha z konkurentem stojącym przed Piwnicą Świdnicką. Tło zdarzeń nasuwa przypuszczenie, iż „król kiełbasy” we Wrocławiu stawiał prestiż swojej marki ponad wszelkie wydatki konieczne do udowodnienia własnych racji. Wszczęty w 1912 roku kolejny bój z Hildebrandtem odbił się głośnym echem w prasie, co dla Dietricha stanowiło dodatkową pożądaną reklamę. Po ponownym zażaleniu Hildebrandt został ukarany kwotą 30 marek za prowadzenie handlu po godzinie ósmej wieczorem i w niedziele. Ponadto sąd uznał, iż buda kiełbasiana Hildebrandta przed piwnicą ratuszową nie spełnia wymogów lokalu gastronomicznego stanowionych „ustawą o prowadzeniu działalności gospodarczej” (Gewerbeordnung), a w świetle prawa jest sklepem.

Po poprzednich rozstrzygnięciach sądowych Hildebrandt starał się spełnić wszelkie formalne wymogi, by działać zgodnie z prawem. Jak się jednak okazało szukał błędnie złotego środka w gąszczu przepisów prawa. Z jednej strony wywieszał na swojej budzie afisze, iż sprzedawane kiełbaski „należy zjeść na miejscu natychmiast po dokonaniu zakupu”. Tym sposobem chciał uniknąć ewentualnych zarzutów o brak wymaganego dla gastronomii lokalu przewidzianego do konsumpcji. Jednocześnie występował jednak jako gastronom, czym chciał obejść zakaz handlu po ósmej wieczorem w dni powszednie oraz w niedziele. Lecz sąd zwrócił uwagę, iż wielu klientów kupuje kolejne pary kiełbasek, kręcąc się wokół budy, czym starano się udowodnić, iż jest to zakazana sprzedaż uliczna.

W orzeczeniu z czerwca 1913 roku sąd podtrzymał stanowisko, iż prowadząc sklep łamie przepisy sprzedając towar w czasie zakazanym prawem (po 8 wieczorem i w niedziele). Adwokat Hildebrandta starał się z kolei udowodnić, iż ten model usług gastronomicznych nie narusza prawa, bowiem buda kiełbasiana nie jest gastronomią, a jedynie otwartym punktem sprzedaży. „Można zakładać – kontynuował – iż niezależnie od treści afiszy wywieszanych przez mojego klienta, kupujący kiełbaski nie są zobowiązani do ich konsumpcji na miejscu. Po spakowaniu ich do torby mogą zjeść je gdziekolwiek chcą”. Zwracał ponadto uwagę, iż kocioł do gotowania kiełbas spełniał wszelkie wymogi stawiane prawem gastronomii.

W odpowiedzi sędzia zwrócił uwagę, iż pozwany nie może występować w ciągu jednego dnia jako sklepikarz do godziny ósmej wieczorem i gastronom do godziny pierwszej w nocy, jak zwykł zamykać Hildebrandt swoją budę kiełbasianą. Ostatecznie podzielono pogląd pozwanego, iż prowadzi otwarty punkt sprzedaży kiełbas serwowanych na ciepło, jednak nie w znaczeniu gastronomii, a sklepu z artykułami spożywczymi, jak wiele innych sklepów z wędlinami w mieście. Po zapłaceniu kolejnej kary w wysokości 150 marek Hildebrandt… prowadził nadal budę kierując do sądu odwołanie za odwołaniem, co pozwalało mu prowadzić swój geszeft do czasu rozpatrzenia sprawy.

Nadszedł rok 1914, a zaciskająca się coraz bardziej podczas pierwszej wojny światowej reglamentacja produktów żywnościowych zmusiła Hildebrandta do zamknięcia budy. Dla Dietricha była to marna pociecha. W tym czasie również jego oferta w sklepie znacznie się skurczyła – przy czym realizował intratne zamówienia rządowe dla wojska – a Kiełbasek Piwnicy Świdnickiej próżno było szukać nie tylko pod ratuszem. Mięso i jego przetwory stały się produktem deficytowym, a większość produkcji szła na potrzeby armii.

Koniec wojny przyniósł długo wyczekiwane ożywienie we wrocławskiej gastronomii. Karty dań zapełniły się dawno nie widzianymi na stołach specjałami – również kiełbasy i kiełbaski odzyskały dawne znaczenie w mieście, które zdaje się przerastało wszelkie stanowione paragrafami prawa. Po zakończeniu wojny niejaki Klapper postawił w pobliżu Piwnicy Świdnickiej kolejną budę kiełbasianą zwaną „Bratwurst-Glöcklein” – „Dzwoneczek pieczonych kiełbas” (nawiązując nazwą do kształtu budy).

Klapper prowadził podobny interes w Dreźnie, prosperując ciałkiem dobrze nad Odrą i Łabą. Dopiero kryzys gospodarczy i szalejąca inflacja w 1923 roku zmusiły go do zamknięcia budy. Dwa lata wcześniej władze miasta postawiły mu zarzut – podobnie jak Hildebrandtowi – iż prowadzona przez niego działalność jest gastronomią, lecz bez wymaganej ustawą powierzchni do konsumpcji. Jednak władze policji wstrzymały wymierzenie mu kary do czasu rozstrzygnięcia sporu w sądzie. Tam Klapper zwrócił uwagę, iż w Dreźnie jego buda działała przed dworcem głównym pełnoprawnie na zasadzie gastronomii, mimo braku wydzielonej przestrzeni wymaganej do konsumpcji. W tej sytuacji sąd oddalił pozew władz miasta.

W 1924 roku Klapper wycofał się z Wrocławia, a jego „Bratwurst-Glöcklein” przed Piwnicą Świdnicką przejęli… synowie Rudolfa Dietricha prowadzący firmę po śmierci ojca w 1922 roku pod jego szyldem – Erste Breslauer Wurst-Conserven-Fabrik Rudolf Dietrich. Niespełna trzy tygodnie po przejęciu firmy (1.10.1924) Gustav i Wilhelm Dietrichowie otworzyli na życzenie klientów – jak informowano w anonsach prasowych – kolejny sklep na ulicy Piłsudskiego 81 oferujący również śniadania (Frühstückstube), na czym wrocławianom zależało najbardziej.

W ten sposób Dietrichowie wkroczyli na obszar gastronomii, oferując najpopularniejszą we Wrocławiu ciepłą przekąskę – gotowane kiełbaski sprzedawane po dwie wedle tradycji wiedeńskiej. Przebogata oferta zapewniała od ósmej rano stały przypływ klientów. A było w czym wybierać – frankfurterki, kiełbaski wiedeńskie, knackwursty, gotowany boczek, mortadele, parówki, kiełbaski czosnkowe, kiełbaski Piwnicy Świdnickiej, sławne śląskie „wellwursty” (złożone z boczku, skórki wieprzowej, wątroby, świeżo wytopionego tłuszczu ze słoniny, na którym podsmażano cebulę oraz z bułki; całość przyprawiano solą, pieprzem, majerankiem i tymiankiem). Do wędlin podawano wyśmienite musztardy, chrzan oraz świeże pieczywo. Kiełbaska z rana nie mogła się oczywiście obyć bez wyśmienitego piwa. Dietrichowie zadbali i oto – w kufle lano trunki od Kisslinga oraz piwo monachijskie z browaru Bürgerliches Brauhaus.

O znaczeniu kulturowym bud kiełbasianych na Rynku – prócz „Bratwurst-Glöcklein” działało jeszcze kilka innych – interesującą uwagę poczyniła Ilse Mohlzan w felietonie opublikowanym we wrześniu 1929 roku na łamach „Deutsche Allgemeine Zeitung” pisząc: „Znamiennym jest, iż tutejsze budy kiełbasiane są bezsprzecznie symbolem Wschodu. […] Towar nie jest ważony, lecz sprzedawany na oko – ćwierć czy pół metra, to prawie tyle samo. […] Przez cały dzień i trzy czwarte nocy czuć tu [na rynku] czosnek, albo przypalony na ruszcie tłuszcz”. Zastanawiając się i nie mogąc zarazem zrozumieć, pytała: „Jak to możliwe, że najpiękniejsze okna wystawowe najprzedniejszych domów towarowych, […] wspaniałe futra, wspaniałe jedwabie i inne towary luksusowe, wszystkie one leżą w cieniu bud kiełbasianych? […] A jednak tu jest ojczyzna mieszczan i chłopów jedzących nieustannie bułkę z kiełbasą maczaną w musztardzie, patrzących obojętnie na otaczający ich zewsząd blask“. W podobnym tonie pisał już w 1893 roku pewien bremeńczyk w swoich krytycznych rozważaniach o Wrocławiu zamieszczonych w „Breslauer Gesellschaft kritisch beleuchtet von einem Fremden”: „Sławne budy kiełbasiane przed Piwnicą Świdnicką są prawdziwym kuriozum w blasku otaczającego ich rynku”. Słusznie pisał zatem Arthur Kiefer w „Das Buch von Breslau” (1926): „[…] nie ma chyba takiego drugiego miasta jak Wrocław, w którym o każdej porze dnia, niemal przy każdej ulicy, w dzień i nocy jedzono by kiełbasy”.

W latach dwudziestych XX wieku marka Dietrichów należała do jednych z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych we Wrocławiu. Z okazji 110 rocznicy istnienia firmy (setna rocznica przypadła na lata pierwszej wojny światowej i nie była fetowana) w „Breslauer Zeitung” przypomniano sławiącą Dietrichów rymowankę z końca XIX wieku, która w tamtym czasie była znana większości wrocławian:

Dzielnym rycerzem, sławnym w kraju od Odry aż po Ren,
Był znany każdemu malcowi, Dietrich Stary von Bern.
Niejedną stoczył walkę, niejednej doznał rany,
Dziś jednak każdemu inny Dietrich jest znany.
Bowiem tu we Wrocławiu człek jeden księcia imię tego nosi,
Który nie jest wprawdzie królem kraju, lecz do sklepu swego prosi!
Królem kiełbas zwą Dietricha
Bo u niego wszystkie pycha, pycha!
I nie tylko we Wrocławiu, lecz w całym śląskim kraju,
Imię Dietricha wszyscy dobrze znają!

Apetyczne jak pączusie, jedna przy drugiej,
Wiszą kiełbasy jak sople lodu na ścianie długiej.
Tu nawet w puszce kupisz kiełbaski wieprzowe,
I uwielbiane przez wszystkich ozory wołowe,
Kiełbaski czosnkowe zaś z kotła prosto,
Kupisz niedrogo i zimą, i wiosną!
Wejdź do sklepu i siądź przy stole
Niech blask wystawy w oczy cię nie kole!
Bowiem nie tylko we Wrocławiu, lecz w całym śląskim kraju,
Imię Dietricha wszyscy dobrze znają!

W ofercie Dietrichów z około 1925 roku, publikowanej w części na Wratislaviae Amici, dostępne były:

  • Dział konserw: Kiełbaski Piwnicy Świdnickiej, pieczone serdelki w puszkach (w różnych rozmiarach), gotowana szynka w puszkach 2, 8, 10 i 12 funtowych, pasztet z gęsich wątróbek z truflą perigordzką w puszkach ćwierć-, pół- i jednofuntowych
  • Konserwy turystyczne: kaszanka, wątrobianka w puszkach ćwierć-, pół- i jednofuntowych
  • Dział sprzedaży wysyłkowej (z podsekcjami): polska kiełbasa czosnkowa (zwana też staroniemiecką kiełbasą parzoną) w parach 125 i 150 gramowych, oryginalny wrocławski Kanckwurst,
  • Kiełbasy gotowane (podsekcja): serdelki z wątróbki we flaku wieprzowym (wyborne w smaku), wątrobianka z szalotką w tłuszczu wieprzowym (najlepszy i najszlachetniejszy produkt), wątrobianka ziemiańska z dużymi kawałkami wątroby i skwarkami, salceson w żołądku wieprzowym (wyjątkowo delikatny), salceson Kissingera w żołądku wieprzowym z ekstra dużymi skwarkami
  • Wędliny krojone (podsekcja): kiełbasa piwna w pęcherzu wieprzowym, aromatyczna w smaku (piwna w znaczeniu do piwa), salami gotowane (szlachetny wyrób z szynki)
  • Szynki (podsekcja): szynka formowana Dietricha, delikatna paryska polędwica wędzona w otoczce ze słoniny (bardzo delikatna w porcjach 200-500 g), polędwica wędzona krojona, szynka z udźca,
  • Kiełbasy surowe (podsekcja): Teewurst Dietricha (kiełbasa z drobno mielonego mięsa wieprzowego i boczku, czasem z dodatkiem wołowego; zmieloną i przyprawioną masę pakowano w sztuczne porowate osłonki kiełbasiane; kiełbasę wędzono w dymie z drewna bukowego, po czym odwieszono na 7-10 dni, aby dojrzała nabierając charakterystycznego smaku; Teewurst zawierała 30-4- procent tłuszczu i smarowano nią chleb), serwolatka, salami, metka brunszwicka w pętach i pół-pętach, wędzone wieprzowe kiełbaski pieczeniowe Dietricha, śląska wiejska pieczeniowa z mięsa wieprzowego.