fot. Letiha/ CC0/ pixabay.com

Współczesne pojęcie marki piwa wiąże się przede wszystkim z jej obecnością w reklamie, do której wiele browarów przywiązuje znacznie większą wagę niż do jakości samego trunku. Pomimo wielu prawnych ograniczeń media są „zalane” reklamą piwa. Z przymrużeniem oka traktujemy informacje, iż poziom jego spożycia jest wprost zależny od pogody (zwłaszcza latem), wiedząc dobrze jak ogromne znaczenie dla wielkości konsumpcji chmielowego trunku mają kosztowne kampanie reklamowe.

Dawniej dla uznania marki piwa decydujące i wyłączne znaczenie miała jego jakość. Przykładem nasz tytułowy Schöps, który po sukcesie zapoczątkowanym w drugiej połowie XVI wieku kontynuował marsz z wysoko podniesioną głową w kolejnym stuleciu. Śladem wielkości wrocławskiego piwa jest miejsce, jakie zajął w tym czasie w literaturze i poezji oraz traktatach naukowych.

Szereg informacji o Schöpsie pozostawił poeta wrocławski Heinrich Mühlpfort (?) w dziele „Gründliche und Nützliche Erklärung. Was deß Breßlischen Bieres oder Schöpßes beste Eigenschaften sein” (1624). Podaje on, iż Schöps był piwem pszenicznym, dość słodkim, o lekkim, przyjemnym w smaku muszkatołowym zabarwieniu, które było nieporównywalne z żadnym innym piwem warzonym wówczas we Wrocławiu i na Śląsku. Miał „rozweselać, dodawać odwagi i czynić ludzi rozmownymi”. Szkodzić miał z kolei – jak wino – tylko przy nadmiernym spożyciu. Mühlpfort obalał mit, jakoby Schöps był niezdrowy, a wręcz szkodliwy, w przeciwieństwie do piw „importowanych” dostępnych w Piwnicy Świdnickiej, zaznaczając przy tym żartem, że jeśliby zmarło nagle we Wrocławiu dużo ludzi, to nie można by przypisać tego nieszczęścia „temu niewinnemu trunkowi”, lecz zupełnie innym „przyczynom”.

Schöps nie żył ponoć w zgodzie z winami. Jeśli ktoś wolał pić trunek Bachusa, ten nie mógł wypić więcej niż jednej miary Schöpsa. Mühlpfort chwalił także zdrowotne zalety wrocławskiego piwa. I tak miał wzmagać pracę serca, jeśli chory mógł się nim pokrzepić, a dzięki swojej „gęstości” i „słodkości” stawiał ponoć każdego na nogi, kto przed wypiciem był „głodny, wyczerpany i osłabiony”. Przede wszystkim zaś miał być znakomitym panaceum na kamienie nerkowe. Sławił również jego kulinarne zalety podkreślając, iż nadawał się wybornie na wszelkie polewki o wiele lepiej niż wszystkie wina; polewka na Schöpsie z „żółtkiem i cynamonem” była jego zdaniem najlepsza. Jak twierdził, umiarkowane spożycie poprawiało barwę cery i polepszało sen.

Już Johann Letzner (1531-1613), duchowny ewangelicki, w swojej „Dasselische und Einböckische Chronica”, wydanej w 1596 roku w Erfurcie, wymagał od doskonałego piwa: „Musi pokrzepiać i orzeźwiać […] wzmacniać umysł, polepszać samopoczucie, ochładzać w upale, gasić pragnienie, a dla chorego być nade wszystko zdrowym i potrzebnym napojem”. Mühlpfort przestrzegał z kolei przed nieumiarkowanym spożyciem Schöpsa, które niechybnie – zauważał – mogło doprowadzić do zgonu. Johannes Coler (Colerus) (1566-1639), duchowny protestancki, autor wielu poradników skierowanych do szlachty, zauważał zaś w „Oeconomia, ruralis et domestica” (1645), iż nadmierne picie „Schöpsa” mogło doprowadzić do otyłości.

Początkowo szynkowano we Wrocławiu tylko ciemnego Schöpsa. Prawo warzenia tego trunku posiadali wszyscy karczmarze w mieście. W późniejszym czasie na stołach Piwnicy Świdnickiej pojawił się też jasny Schöps, warzony dla niej tyko w browarze miejskim. Dopiero w 1643 roku rada miasta udzieliła karczmarzom prawo warzenia obok ciemnego, także jasnego Schöpsa. Rada zwracała przy tym uwagę, aby jasnego Schöpsa warzono z taką samą „troskliwością”, jak ciemnego. Zresztą do tego czasu prawo warzenia jakiegokolwiek jasnego piwa posiadał tylko browar miejski, karczmarze zaś warzyli wyłącznie piwa ciemne. 13 kwietnia 1643 roku karczmarz z ulicy Oławskiej, Christoph Riedel, jako pierwszy w mieście począł szynkować warzone przez siebie piwo jasne, co spotkało się z powszechnym zadowoleniem rzesz wielbicieli chmielowego trunku. Dodajmy, że już z końcem XVII wieku jasny Schöps niemal zupełnie wyparł z rynku swego ciemnego imiennika, którego warzyło w tym czasie tylko kilka karczem w mieście.

Elias Freudenberg (1603-?), poeta i kronikarz wrocławski, pisał w 1611 roku w „Lobspruch der weltberümbten … Hauptstadt Breßlaw in Schlesien”: „Warzy się tu dobre i chwalone piwo, które zwą imieniem Schöps. Nie znajdziesz podobnego w całym kraju. Jest przyjemne w smaku i czyni ludzi sytymi”. Z kolei Johann Matthäus Wacker von Wackenfels (1550-1619), polityk i mąż stanu rodem z Koblencji, od około 1580 roku urzędnik Kamery Królewskiej we Wrocławiu, o wrocławskim Schöpsie pisał w dziele „Parodiarum ad Horatii Flacci Melpomenem” (1614):

Gdy po kuflu Schöpsa,
Naszym śląskim Malvasier,
Czujesz sytość błogą,
Nie jest ci potrzebny
Świeżej wody łyk,
By ugasić pragnienie.

Próżno szukać w mieście win,
Nawet tych z nad Renu,
By po trudach dnia
Móc odetchnąć przy nich w cieniu.
Za to Schöpsa łyk,
Rozweseli cię w mig.

Tu w mieście Wrocławiu
Narodził się ów trunek
Warzony z trzech składników:
Szyszki chmielu, ziarna pszenicy,
I dobrej wody,
Co na koniec daje słodki nektar.

Schöps rozweseli serce twe
Z trosk i zmartwień,
Z cierpień, smutków gorzkich.
Jego moc cudowna
Jest jak pokarm świeży,
Który zawsze syci.

Niech uderzy się w pierś,
Kto do braci Bachusa
należał bez namysłu.
Już po kilku łykach Schöpsa
Poczujesz sytość zmysłową,
Którą długo cieszyć się będziesz.

Vaclav Clemens (1589-1838) zauważał z własnego doświadczenia, iż picie Schöpsa znakomicie wpływało na wenę twórczą. Jak pisał w „Anagrammata et epigrammata encomiastica aliquet in Vratislaviam” (1626) „przy szklaneczce Schöpsa słodko jest żyć i słodko umierać”. Michael Joseph Fibiger (1657-1712), historyk i poeta, mistrz i prałat klasztoru Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą przy kościele św. Macieja we Wrocławiu, przytacza w swej „Silesiographia renovata” (1704) najstarszą chyba rymowankę o Schöpsie, która była ponoć już znana wnet po narodzinach trunku:

Schöps wdrapuje się do głowy,
Nie potrzebując nawet drabiny,
Siedzi tam i rozwesela umysł.
O Schöps, Schöps!
Tobą raduje się cały biesiadujący lud.

Andreas Mauersberger (1649-1693), teolog ewangelicki, pisał zaś o Schöpsie w „Breslau. Die Weit-Berühmte Stadt…” (1679):

W tym mieście można napić się dużo dobrego piwa,
Spragnionym gościom karczmarze leją w kufle Stähra.
Natomiast Schöpsa wszyscy piją tu antałami,
Gdyż smakuje lepiej, niż nektarowo-słodkie wino.
Schöps, gdy się go napić, czyni człeka sytym i wesołym,
Rozgrzewa nawet podczas mroźnej zimy.
Przy nim zasiedzisz się w karczmie, aż cały stół się sam zastawi,
Wtedy wstaniesz syty i otyły, a i zrozumiesz więcej.
Po nim będziesz się w pełni radował, aż zaczniesz śpiewać,
Przy nim dudy żwawo skoczne melodie zagrają,
A wtedy chyżo wskoczysz znów do karczmy,
By przy kuflu po trudach dnia odetchnąć.
Kto zaś przy Schöpsie zaśnie, dowcipu nie pojmie
I rozgniewany w mig stanie do zwady.
Więc nie dziwota, że stoły, krzesła po karczmach latają,
Tak mocny jest ten słodki napój.
Dla wielu wówczas świeże powietrze jedynym ratunkiem,
Nie mogąc zaś wrócić, na bruku znajdują nocne posłanie,
Wielu pada pod latarnią i trzęsie z zimna głową,
A śpiewając nieskończenie, czekają aż wytrzeźwieją.

(Stähr – piwo świdnickie)

Sława wrocławskiego piwa niejednemu była znana, znalazł się bowiem Schöps wśród wielu innych sławnych i cenionych piw, których nazwy stały się tematem arii do jednej z pierwszych niemieckich operetek pt. „Die Klugheit der Obrigkeit in Anwendung des Bierbrauens” z 1705 r. W jednej ze zwrotek czytamy:

W Erfurcie piją Schlunga, Pfuffa nalewają w Halle.
W Jenie Klatschem, a w Brunschwiku Mummem nie gardzą wcale.
Schöpsa we Wrocławiu, Rastruma w Lipsku warzą,
A w Brandenburgii wszyscy o starym Klausie marzą.

Friedrich Lucae (1644-1708), kronikarz śląski, zauważał w swych „Schlesische curiose Merkwürdigkeiten” (1689), iż „czarny, mocny, tłusty” Schöps jest „wspaniałym pożywieniem całego miasta” (Wrocławia), ale jednocześnie dodawał, że „niektórzy medycy” uważają to piwo „za niezdrowe”, bowiem „wzmaga flegmę i wywołuje podagrę”. Skojarzenia wrocławskiego Schöpsa z winem, o których pisał Spremberger, wynikały zapewne tak z „mocy” jak i smaku piwa i znalazły swe odzwierciedlenie w powiedzonkach mieszkańców miasta. Jedno z rymowanych przysłów brzmiało: „Breslisch Bier ist der Schlesischer Malvasier” („Piwo wrocławskie jest tak dobre jak śląski Malvasier”; malvasia – popularne wino śląskie w XVI-XVII w.). Inne zaś wrocławskie powiedzonko zapewniało: „Komu poleje się Schöpsa, ten nie pragnie już wina”.

Z początkiem XVIII wieku sława wrocławskiego Schöpsa zaczęła jednak powoli gasnąć. Jak podaje F. C. Brückmann (?) w „Catalogus exhib. appellationes omnium potus generum” (1722) wrocławskiego Schöpsa zwano w tym czasie „toller Wrangel” podkreślając, iż jest to piwo godne uznania, co jednak nie uratowało jego losu. Owa tajemnicza nazwa piwa – „toller Wrangel” – nawiązuje do szwedzkiego generała z czasów wojny trzydziestoletniej Wrangela, walecznego komendanta twierdzy głogowskiej i niezłego taktyka, która pod jego dowództwem długo opierała się naporowi wojsk arcyksięcia Leopolda Wilhelma w sierpniu 1642 r.

Jeszcze w 1696 roku młody rzeźbiarz bawarski, Franz Ferdinand Etinger (1669-1720), wyrażał się z uznaniem o wrocławskim Schöpsie, a nieoceniony Johannes Christian Senftleben w dziele „Breßlauischer Schlendrian” (1731) podaje, iż jasnego i ciemnego Schöpsa można się było jeszcze napić w karczmie „Bitterbierhaus” na ulicy Świdnickiej. Jednak jak pisał Christian Stief (1675-1751) w „Schlesisches historisches Labirynth” (1737), Schöps już od dawna nie był tak dobry i mocny, jak przed laty.

W 1800 roku nikt już nie znał smaku Schöpsa. Georg Gustav Fülleborn (1769-1803), urodzony w Głogowie niemiecki filozof, filolog i etnograf, publicysta i tłumacz literatury polskiej, redaktor poczytnego wrocławskiego czasopisma „Breslauisches Erzähler” pisał ze smutkiem w „Edulia oder Breslauischer Mund-Vorrath”:

Kiedyś wyborny Schöps wznosił ponad śląskie piwa
Wysoko swoją spienioną głowę i wygrywał najśmielsze zakłady:
Z Mumm i Gose, a nawet ze sławionym Bryhahn [Broyhan].
Ale gdzie się teraz podział? Gdzie rozbrzmiewa imię jego?
Daremnie pytasz o nie w Piwnicy Świdnickiej albo u Stephana
Albo też w karczmie Neuen Berlin. Wszystko jest na ziemi
Poddanym czasu i mody, przemijające i niestałe!
Upadają państwa, a narody pożerają morza historii.
Tylko książki zatrzymały i sławią pieśniami imię twoje.
Ale ciebie już nie ma, wielki przed wiekami Schöpsie.

(Gose – piwo z miasta Goslar w górach Harzu; Broyhan – piwo hanowerskie)